Tytuły

ZAMKI W POLSCE

Forum miłośników zamków (zał. 2006)



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 62 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-11-24 17:28 
Offline
Ojciec Dyrektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-02 15:32
Posty: 6157
Lokalizacja: Warszawa
Cytuj:
Dokąd zmierzasz, Kazimierzu?
Janusz Miliszkiewicz 21-10-2008

W ulubionym przez artystów i architektów Kazimierzu Dolnym nie ma konserwatora zabytków. Dziś tylko reżim estetyczny i bardzo wyważone decyzje o nowych inwestycjach pozwolą zachować niezwykłego ducha miasta
Władze Kazimierza Dolnego powinny chronić panoramę miasta i jego architekturę na wzór miast w Toskanii, na przykład Florencji

Władze Kazimierza Dolnego powinny chronić panoramę miasta i jego architekturę na wzór miast w Toskanii, na przykład Florencji

Samowole budowlane były i są. Dawniej miasteczko miało własnego konserwatora zabytków, który pilnował porządku. Po wojnie funkcję tę pełnił Karol Siciński, a później Jerzy Żurawski. Dzięki nim udało się zachować architektoniczną i kulturową tożsamość miasta wpisanego do rejestru zabytków. Od 1996 roku Kazimierz nie ma konserwatora, choć wszyscy są zgodni, że trzeba stworzyć taką funkcję.

Dziś trudno skutecznie przeciwstawić się inwestorom. Aktualnie kontrowersje budzą nowy hotel Król Kazimierz, dom budowany przy ul. Krakowskiej i willa rodziny Kuryłowiczów przy ul. Szkolnej. Nie wiadomo, co powstanie w rynku tuż obok fary, w miejscu rozebranej Esterki.

Kontrowersje jeszcze przedwojenne

Nowa architektura zawsze budziła w Kazimierzu spory. Willa malarza Tadeusza Pruszkowskiego stoi na zboczu Góry Trzech Krzyży. Z rynku widać, jak wznosi się ponad farą. Konkuruje w pejzażu z basztą i ruinami zamku króla Kazimierza. Została zbudowana w 1938 roku według projektu Lecha Niemojewskiego. Jeszcze dziś są krytycy utrzymujący, że była samowolą budowlaną, która zeszpeciła pradawny krajobraz. Ale przed wojną nikt nie sprzeciwiał się inwestorowi, portreciście prezydentów Polski i marszałka Piłsudskiego. Konserwator zabytków Kazimierza Karol Siciński tak nie mógł znieść widoku tej „samowoli budowlanej”, że willę wydrapywał z dokumentalnych fotografii.

Obrazek

– Wybudować sobie na Górze Trzech Krzyży willę dominującą nad miastem to była megalomania. Zniszczono autentyczną panoramę Kazimierza – mówi Jerzy Żurawski. – Prof. Stanisław Lorentz już po wojnie grzmiał, że państwo powinno wykupić tę willę i ją rozebrać.

Dlaczego zatem zgodzono się na taką budowę? – Pozwolenia wydawał wówczas miejscowy burmistrz Tadeusz Ulanowski, zapatrzony w rektora ASP Pruszkowskiego – ocenia Żurawski.

UFO dzisiejsze

– Dla budowli, które nie pasują do zabytkowego otoczenia, miejscowi wymyślają charakterystyczne nazwy – mówi Włodzimierz Otulak, prezes Towarzystwa Opieki nad Zabytkami (TOnZ) oddział w Kazimierzu Dolnym, producent filmowy. – Przy ulicy Krakowskiej 19 powstaje dom, który nazwano Pancernik Patiomkin, bo kojarzy się z okrętem wojennym o kilku pokładach. U góry jest okrąg, jakby wylądowało UFO, ta część może udawać mostek kapitański. Takich nazw nie wymyśli satyryk! Dom jest za wysoki w stosunku do ustaleń planu, ma ponad 15 m wysokości. Plan dopuszcza 10 m. Dzięki – między innymi – inicjatywie Towarzystwa nakazano inwestorowi rozbiórkę kamiennego płotu. Był niezgodny z pozwoleniem. Będzie też badane, czy przy wydawaniu pozwolenia nie naruszono prawa dotyczącego wysokości budynku.

– Jeśli chodzi o budzący emocje dom przy ul. Krakowskiej 19, to jako urząd konserwatorski zgłaszaliśmy wątpliwości do projektu. Komisja konserwatorska z udziałem przedstawicieli Wojewódzkiej Rady Ochrony Zabytków, SARP, władz miasta uznała, że projekt spełnia warunki planu zagospodarowania przestrzennego i wkomponowuje się w chroniony krajobraz miasta. – mówi Halina Landecka, wojewódzki konserwator zabytków w Lublinie.

– Przy akceptacji nowej architektury bazujemy na ustaleniach planów miejscowych i zebranych opiniach ekspertów architektów. Na tej podstawie wydano pozwolenie na budowę tego domu. Prace budowlane, które rozpoczęto, okazały się niezgodne z projektem. Zgłosiliśmy zastrzeżenia do nadzoru budowlanego w Puławach w 2007. Stwierdzono, że nie można wstrzymać robót na etapie stanu surowego, gdyż nie są zakończone prace nad ukształtowaniem terenu. Wydano tylko nakaz rozbiórki ogrodzenia – informuje Landecka.

Kontrola społeczna

Włodzimierz Otulak uważa, że tolerowane są samowole i naigrywanie się z prawa. Na przykład od lat bezprawnie rozkopywana jest skarpa pod willą Pruszkowskiego. Choć jest to gminna działka, objęta prawną ochroną krajobrazu, władze nie interweniują. Inwestorom często brak edukacji, poczucia estetyki i przyzwoitości, kieruje nimi arogancja.– Przekonani są, że wszystko da się załatwić. Przykładów jest coraz więcej – przekonuje Otulak.

Sprzeciwiają im się zdeterminowani społecznicy, którym zależy na uratowaniu tożsamości miasta. W 2006 roku TOnZ zorganizowało konferencję naukową o zagrożonym Kazimierzu, powstała z tego książka. Zaczęto ich zapraszać na posiedzenia wojewódzkiego konserwatora zabytków. Dziennikarze nagłośnili problemy.

Od 2008 r. TOnZ ma osobowość prawną, dzięki temu może być stroną w postępowaniu administracyjnym. Towarzystwo zabiega, aby miasteczko miało własnego konserwatora zabytków. Miejscowe władze, uwzględniając interes inwestora, często powodują, że traci na tym dobro ogółu. Realizowane są przedziwne projekty, skalą i kubaturą naruszające prawo i charakter zabudowy.

– Decydenci zorientowali się, że społecznicy nie są bezbronni. Dzięki konferencji udało się zakończyć sukcesem kilkuletnią walkę o to, aby obiekt, który powstanie na miejscu Esterki, pasował do historycznego otoczenia, a nie był molochem jak hotel Król Kazimierz – dodaje Otulak.

Chór wołających o konserwatora

Halina Landecka: – Bywamy w Kazimierzu kilka razy w miesiącu, ale uważam, że miasto powinno mieć własnego architekta-konserwatora, który na bieżąco pilnować będzie wszystkich spraw. Wielokrotnie o to występowałam do wojewody i władz miasta. Od 1996 roku go nie ma. Inwestorzy zwracają się z projektami do samorządu, który opracowuje założenia do planów miejscowych. Takiej woli nie było ze strony władz samorządowych, a powołanie czwartej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków nie było możliwe. W zeszłym roku odbyły się kolejne spotkania z władzami Kazimierza w sprawie miejskiego konserwatora, ale bez skutku.

Obrazek

– Możliwe jest, by samorząd powołał miejskiego konserwatora zabytków – mówi burmistrz Kazimierza Dolnego Grzegorz Dunia. – W mieście nie wystarczy jednak sam konserwator, potrzebne jest biuro. Spodziewamy się nie tylko przekazania części kompetencji wojewódzkiego konserwatora zabytków, ale także odpowiednich funduszy. Podczas spotkania z ówczesnym wojewodą sygnalizowałem, w jakim stopniu mogę się włączyć do tego zadania. Nie ma pieniędzy na ten cel. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ustanowienie w Kazimierzu delegatury wojewódzkiego konserwatora zabytków.Skoro wszyscy są zgodni, że potrzebny jest miejski konserwator zabytków, dlaczego od kilkunastu lat nie udaje się go powołać?

Dlaczego chętnie przyjeżdżamy do Kazimierza?

Prof. Konrad Kucza-Kuczyński architekt, właściciel domu w Kazimierzu

Tłumy turystów do Krakowa czy Florencji przyciąga duch miejsca, dobra zabytkowa architektura i urbanistyka. Tak samo jest z Kazimierzem. Niestety, jego pejzaż psuje czasem zła architektura. Położony przy wjeździe blok mieszkalny Batory z 1964 r. jest architektoniczną klęską. Do dziś nie wtopił się w zabytkową przestrzeń. Nowy hotel Król Kazimierz powinien być kilka metrów niższy. Natomiast willa Tadeusza Pruszkowskiego ma cechy (m.in. wysmukłą formę i użyty materiał), które pomogły jej wtopić się w krajobraz. Pojęcie „miejsca” do socjologii miasta wprowadził Tuan, Amerykanin chińskiego pochodzenia. To według niego „uczłowieczona przestrzeń”, wyższe wartości, tożsamość miasta. To dobre miasto, do którego ludzie lgną, którego obraz chętnie zapamiętują. Zorganizowałem ćwiczenia dla studentów architektury na temat, jak centrum pielgrzymkowe miejscowych franciszkanów wtopić w ich ogrody. Byłoby ono schowane w terenie i nie naruszało zastanego ładu krajobrazu.


http://www.rp.pl/artykul/9150,207701_Do ... rzu__.html


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-11-24 22:25 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2007-02-11 16:17
Posty: 722
Lokalizacja: Sopot
Jeżeli szybko się nie zmieni obowiązującej ustawy o ochronie zabytków, to straty w zakresie narodowego dziedzictwa będą gwałtownie rosnąć.
Dziś mamy kompletne bezhołowie i w zasadzie nie bardzo wiadomo, po co istnieje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Generalny Konserwator Zabytków i podlegli jemu urzędnicy...


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-11-25 13:08 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-04 18:14
Posty: 1537
Lokalizacja: Lublin
Waldemar Rekść napisał(a):
Jeżeli szybko się nie zmieni obowiązującej ustawy o ochronie zabytków, to straty w zakresie narodowego dziedzictwa będą gwałtownie rosnąć.
Dziś mamy kompletne bezhołowie i w zasadzie nie bardzo wiadomo, po co istnieje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Generalny Konserwator Zabytków i podlegli jemu urzędnicy...


Moim zdaniem problem nie jest w prawie, ale w jego stosowaniu.

A w Kazimierzu największym problemem nie są takie obikety, o jakich mowa w artykule, ale nijakie przeciętne realizacje, jakich pełno i brak ogólnej kultury przestrzeni. Mozna budować w tradycji i z nawiązaniem do lokalnego kontekstu, a zarazem współczesnie.
Willa Pruszkowskiego to bardzo piękny dom, a sam Kazimierz jest w znacznej części konserwatorską kreacją Koszczyca i Sicińksiego.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-11-25 14:48 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2007-02-11 16:17
Posty: 722
Lokalizacja: Sopot
Niestety, bardzo trudno o konstruktywne i sensowne działania, jeżeli mamy złe prawo.
Od czasów Millera służby konserwatorskie uległy upolitycznieniu i są zależne od centralnych i lokalnych układów. Ten zgubny proces dotyczy już dziś właściwie wszystkich instytucji, które powinny być apolityczne, a dziś są już tylko narzędziem do politycznych rozgrywek, od NIK poczynając, na służbach specjalnych kończąc.
Pani Aleksandra Jakubowska jako Generalny Konserwator Zabytków jest chyba dostatecznie wymownym przykładem...
To złe prawo powoduje, że z nominacji wojewody czy też marszałka sejmiku wojewódzkim konserwatorem zabytków może zostać właściwie każdy.
Struktury konserwatorskie powinny być absolutnie apolityczne i profesjonalne, a ich działalność rozliczana przez Sejm.
Polonista z wykształcenia, a dziennikarz z profesji z natury rzeczy ma raczej mgliste pojęcie o sprawach konserwatorskich i dlatego państwową instytucję MUSZĄ coraz częściej wyręczać społecznicy, aby ratować, co się da. Przykłady zaczynają się niestety mnożyć: Ciechanów, Tykocin, Tenczyn, Siedlęcin itd. Jest to z gruntu patologiczna sytuacja.
Inna sprawa, że i środowisko konserwatorskie tak osłabło, że nikt nie czuł się na siłach, aby weprzeć prof. Lileykę, walczącego o przywrócenie Nowej Izbie Poselskiej na Zamku Warszawskim historycznego kształtu


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-12-02 20:28 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-03-29 20:47
Posty: 1515
Lokalizacja: Ząbki
przeniesione z wątku Opatówek

Waldemar Rekść napisał(a):
Dlatego wzorem Wielkiej Brytanii służby konserwatorskie muszą być apolityczne, niezależne od aktualnego rządu i złożone przede wszystkim z profesjonalnych konseratorów, a decyzje nie powinny być jednoosobowe, tylko kolegialne, z udziałem czynnika społecznego. Do tego mające odpowiednie prawne umocowanie.


W tym temacie zgadzam sie z Panem w 100%. Ta myśl chodzi za mną od dawna. Nie sadzę by było jakieś inne racjonalne wyjście.
Myśle zresztą ze jest to podstawowa rzecz którą nalezałoby zrobić ze stanowiskiem konserwatora zabytków. Z tym że to co jest w obecnej formie moze zostać, tam wykonuje sie ogromną ilosć biurokratycznej pracy, którą zapewne i tak trzeba wykonać. Robić to mogą ludzie na zasadzie etatu referenta. Natomiast nad tą całoscią, a szczególnie nad ingerencją w zabytek (bo tu nie chodzi tylko o ruiny, ale przede wszyskim o wielką masę obiektów zabytkowych), musi ktoś czuwać. Apolityczny wybierany z konkursu o jasnych kryteriach urzędnik z naukową znajomoscią tematu. On musi umieć ocenić co jest warte bezwzględnej ochrony, a w co i jak można ingerować. To on musi podejmować pierwsze i czasem stanowcze kroki. Resztę działań juz musi zatwierdzić kolegium. Najważniejsze by była to osoba nie podlegająca bardziej lub mniej lokalnym notablom , którym zależałoby na ingerencji w zabytek , chociazby ze wzgledu na szczególnie dogodną lokalizację. Ale nie może to być oczywiście osoba o betonowym umyśle, niezgadzajaca się na żadne ingerencje.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-12-02 23:33 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2007-02-11 16:17
Posty: 722
Lokalizacja: Sopot
Panie Waldku !
W materiałach z Działdowa jest ciekawy referat, jak to wygląda w różnych państwach. W Szkocji jakiś miliarder (a więc wpływy polityczne i szmal na łapówki) kupił całkiem nieźle zresztą zachowane ruiny zamku, który chciał odbudować na swoją rezydencję, GWARANTUJĄC MOŻLIWOŚCI JEJ ZWIEDZANIA. Ostateczna decyzja szkockich władz konserwatorskich była rodzajem sensownego kompromisu, ale tylko i wyłącznie podyktowanego troską o los zabytku, a nie jakichś nacisków. A więc ten pan może odbudować dla siebie tylko część, resztę ma zakonserwować i na stałe udostępnić turystom.
Między konserwatorami i miłośnikami zabytków może trwać nieustająca dyskusja, jak je zachować dla potomności, a może i częściowo odtworzyć, przy czym linia podziału wcale nie przebiega w/g schematu profesjonalista - miłośnik. ALE, to powinna być dyskusja tylko miedzy nimi. Nie daj Boże do tego dołączyć politykę czy też - polityczne wpływy i polityczne nominacje.
A taką dziś w Polsce patologiczną sytuację mamy. Chwalić Boga, że mamy takie gminy jak Olkusz, Siewierz czy Stopnica, ale to jest ciągle zdecydowana mniejszość.
DLATEGO, jest pilnie potrzebna całkowita zmiana ustawy o ochronie zabytków. Tylko nawet taki optymista jak ja, w dzisiejszych czasach nie bardzo wie, jak do tego doprowadzić. Po raz pierwszy w życiu czuję się trochę bezsilny. I jak na razie, to jako gdański TOnZ uprawiamy swoistą partyzantkę, z różnymi zresztą skutkami, ale to nie tak powinno być w skali całej Polski. Może Pan coś wymyśli ?
Serdecznie pozdrawiam


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-12-10 18:05 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-04 18:14
Posty: 1537
Lokalizacja: Lublin
Interesujacy tekst:
Cytuj:
SOS dla zabytkowego Krakowa
Oprac. Dawid Hajok2008-12-08, ostatnia aktualizacja 2008-12-08 17:04
O tym, czym jest architektura dziedzictwa, na przykładzie francuskiego systemu ochrony zabytków tłumaczą Natacha Pakker i Dorota Gehin* ze szkoły L'Ecole de Chaillot, goszczące w Krakowie podczas listopadowego seminarium "SOS Kraków. Wspierać rozwój, chronić dziedzictwo"

http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,358...o_Krakowa.html

W trosce o własne architektoniczne dziedzictwo już w drugiej połowie XIX w. Francja wprowadziła pierwsze prawne mechanizmy ochrony zabytków. Początkowo wiązały się one wyłącznie z poszczególnymi obiektami, prędko jednak przekonano się, że to za mało. Zakres ochrony zaczął zataczać coraz szersze kręgi. Pod kloszem znalazły się już nie tylko budynki, ale też ich najbliższe otoczenie, a w końcu całe dzielnice. Ale i to nie wystarczyło. Coraz częściej mówiło się o potrzebie ochrony pejzażu - bo nie wystarczy chronić pałac, trzeba też rewaloryzować park wokół niego. Kontekst jest przecież równie istotny, jak sam zabytek. Kiedy znajdujemy się w obszarze górzystym lub dolinie rzeki, widok na zabytkową strukturę będzie najcenniejszy. Istotna jest więc relacja budynku z jego otoczeniem.

Wraz ze zmianą mentalności następuję również ewolucja prawa w zakresie ochrony zabytków. Trwa ona od prawie 100 lat, ale nawet teraz, pomimo licznych nowelizacji, nadal nie jest to kwestia zamknięta. Wciąż pojawiają się nowe potrzeby, nie ustają zatem poszukiwania najlepszych zapisów prawnych. W tym klimacie powstała uczelnia L'Ecole de Chaillot, kształcąca architektów wyspecjalizowanych w zakresie ochrony dziedzictwa.

Francuskie doświadczenia ochrony zabytków

We Francji mamy 42 tys. zabytków - 14,5 tys. z nich jest pod ochroną państwa, 27,5 tys. wpisane zostało do rejestru, a ponadto 7350 miejscom nadano status historycznych. Do tego dochodzi 2456 ha, z których 2650 jest pod bezpośrednią ochroną państwa. Mamy też prawie 500 stref ochrony dziedzictwa architektonicznego. W 1979 r. Francja powołała służby departamentalne ds. architektury, które zajmują się ochroną i nadzorem nad zabytkami. Z czasem przekazano im również opiekę nad dziedzictwem. Pod koniec XX w. utworzone zostało stowarzyszenie zrzeszające miasta, które dysponują zasobami dziedzictwa architektury. W ten sposób powstało coś, co umożliwia wzajemną współpracę i wymianę doświadczeń pomiędzy samorządami. Gdy gdzieś pojawia się problem, stowarzyszenie może na przykład zorganizować wyjazd do miasta, które już sobie z podobnym zagadnieniem poradziło. Dzięki temu wykorzystuje się sprawdzone metody działania.

Współpraca specjalistów zaowocowała również zbiorem zwięzłych opracowań (fiszek), poświęconych poszczególnym zabytkom. Każdy obiekt został w nich precyzyjnie opisany - z podaniem powodów, dla których został uznany za fragment narodowego dziedzictwa. Warto zaznaczyć, że nie chodzi tu wyłącznie o zabytki architektury odległych epok. Bywa i tak, że coś, co nie wygląda na szczególnie cenne, jest brudne, zaniedbane i do tego zostało wzniesione w XX w. Oczywiście, ci, którzy znają prace i dorobek architektów z epoki, doceniają ten dorobek. Nie każdy musi jednak dysponować taką wiedzą. Dla tych osób przygotowujemy opracowania wydane właśnie w formie fiszek.

Działalność L'Ecole de Chaillot

L'Ecole de Chaillot istnieje już od ponad 120 lat. Uczelnię powołał ministerstwo odpowiedzialne we Francji za ochronę zabytków. W tym samym budynku działają obok siebie muzeum, szkoła Chaillot oraz Instytut Francuskiej Architektury. Instytut zajmuje się architekturą współczesną, kształci architektów, organizuje akcje informacyjne, warsztaty dla dzieci. Z kolei L'Ecole de Chaillot kształci architektów dziedzictwa. Rocznie mamy około 70 uczniów.

Forma kształcenia odpowiada studiom podyplomowym. Aby móc szkolić się w naszej uczelni, trzeba mieć już dyplom architekta. Dobrze też jeżeli kandydat pracuje w jakiejś pracowni architektonicznej związanej z konserwacją zabytków. Studia trwają dwa lata. W tym czasie architekci przyjeżdżają do Paryża na trzydniowe kursy. Mają wykłady i pracują w terenie. Po zakończeniu nauki otrzymują dyplom z tytułem architekta dziedzictwa. Drugie proponowane rozwiązanie to kształcenie architektów i urbanistów. Absolwenci tego kierunku mogą również przystępować do konkursów na nominowanych urzędników państwowych. W tym przypadku kształcenie trwa rok.

L'Ecole de Chaillot prowadzi również współpracę z zagranicą - z Bułgarią, Syrią, Chinami. W jej ramach organizujemy warsztaty, przyjmujemy delegacje. Są też cykle specjalistycznych studiów. Są to wykłady dotyczące architektury, miasta i krajobrazu oraz historii i zarządzania zabytkami. Wśród osób, które chcą u nas studiować, są nie tylko architekci. Nic w tym dziwnego, gdyż w programie proponujemy wykłady o różnej tematyce. Z jednej strony stawiamy na diagnozę i proponujemy działania, które mają prowadzić do uleczenia obumierającej tkanki architektonicznej, poprzez dostosowanie zabytków do współczesnych potrzeb. W zakresie zajęć z historii architektury proponujemy również wykłady dotyczące technik pracy, a także wykłady poświęcone problematyce dziedzictwa. W ubiegłym roku znalazła się wśród nich "architektura poprzez wieki", gdzie omawialiśmy budynki i miejsca, w których mieszkano od czasów neolitycznych aż po współczesność. W zakresie zarządzania i administrowania zasobami dziedzictwa, prowadzimy wykłady poświęcone polityce ochrony zabytków i stref chronionych. Zauważyliśmy również rosnące zainteresowanie ze strony merostw oraz samych inwestorów. Im też proponujemy krótkie sesje szkoleniowe.

Stale prowadzimy również szerzej zakrojone akcje promocyjne i edukacyjne. Nie wszystkie realizacje konserwatorskie we Francji są na równie wysokim poziomie. Dlatego należy uwrażliwić społeczeństwo na pewną estetykę i jakość. Czasami inwestorzy wykonują udane projekty zgodne ze sztuka konserwacji, ale zdarza się i tak, że wykorzystują niewłaściwe rozwiązania. W obu przypadkach tłumaczymy, jak można, a jak nie należy odnawiać. I bardzo istotne jest, aby do tych akcji włączyły się również media. Trzeba pokazać pięknie odnowione zabytki, ale też reagować, jeżeli coś zostanie zniszczone lub zburzone.

Chroniąc dziedzictwo, nie można oczywiście zapominać o tworzeniu współczesnej architektury. Nawet wtedy, jeśli czasem przyjmowane są bardzo odważne, kontrowersyjne rozwiązania. Takich szokujących projektów zresztą nie brakuje we Francji (piramida w Luwrze, Bulwar des Italien - budynek z XIX w. zniszczony i odrestaurowany).



Ochrona dziedzictwa daje wymierne korzyści

Francuski system ochrony zabytków jest bardzo restrykcyjny, wiedzą o tym wszyscy Francuzi. Coraz częściej przekonują się jednak, że ochrona dziedzictwa się opłaca. Coraz popularniejsza staje się moda na to, co stare. W miejscowościach, w których samorządy dbają o zabytki, wprowadzane są tzw. plany kierunkowe - porządkujące przestrzeń, znacznie ożywił się ruch turystyczny. Wartość nieruchomości wzrasta szybciej niż gdzie indziej. W ten sposób poprawia się również sytuacja życiowa mieszkańców.

W większych miastach sprawdza się też system stref ochronnych, które chronią duże obszary zabudowy. W mniejszych miejscowościach jest z tym kłopot, ponieważ w radach miejskich nie ma osób kompetentnych, potrafiących rozmawiać z inwestorami na tematy związane z ochroną dziedzictwa. Bardzo ważne jest też, aby zabytkowa tkanka była wpisywana do planów zagospodarowania przestrzennego. W ten sposób ochrona cennych zabudowań staje się łatwiejsza. Istotne jest również społeczne poparcie. Francuski system ochrony dziedzictwa działa w sprzyjających warunkach. We Francji istnieje wiele instytucji wspierających działania władz, a w świadomości społecznej nie brak troski o kulturowe dziedzictwo kraju. To bardzo istotne. Istnieje wiele stowarzyszeń ochrony zabytków, jest sieć miast historycznych, salon dziedzictwa w prestiżowych salonach wystawowych Luwru. Istnieją również rzemieślnicy z tradycjami i specjalistyczne przedsiębiorstwa, w których fach przekazywany jest z ojca na syna.

W Polsce jest znacznie trudniej. Dlatego architekci dziedzictwa są tu niezbędni. Zanim jednak się tutaj pojawią, trzeba stworzyć kompleksowy system ochrony dziedzictwa i odpowiednie narzędzia prawne. Bez nich nie sposób mówić o skutecznej ochronie dziedzictwa. Należy też zająć się planami zagospodarowania przestrzennego dla całych miast, a nie tylko dla ich wycinków. Doświadczenia uczelni L'Ecole de Chaillot mogą okazać się w tych działaniach pomocne.

* Dorota Gehin - od wielu lat pracuje i mieszka we Francji. Jest architektem dziedzictwa po szkole L'Ecole de Chaillot. Członkini Association des Architectes du Patrimoine.

Natacha Pakker - jest architektem dziedzictwa i urbanistą, wykłada w szkole L'Ecole de Chaillot. Kształci przyszłych architektów dziedzictwa.

Seminarium "SOS Kraków"

Instytutu Dziedzictwa już po raz drugi zaprosił (17 listopada br.) krakowian do Sali Mehofferowskiej budynku Wydawnictwa Literackiego. W ramach konferencji "SOS Kraków. Wspierać rozwój, chronić dziedzictwo" radzono, co zrobić, aby nie zaprzepaścić historycznego dziedzictwa Krakowa - największego kapitału miasta. Poglądy wymieniali konserwatorzy, parlamentarzyści, historycy i przedstawiciele firm remontowych oraz miłośnicy Krakowa.


I kolejny:

Cytuj:
Dziedzictwo to nie tylko stare pałace
Rozmawiał Dawid Hajok2008-12-08, ostatnia aktualizacja 2008-12-08 16:57
Trudno oprzeć się wrażeniu, że w większości miast, nie tylko polskich, zamiast architektury dominuje budownictwo. Czas, żeby architekci pozbyli się obsesji stworzenia ikony i skoncentrowali się na architekturze. Rozmowa z Lidią Klein*

http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,358...re_palace.html

Dawid Hajok: Co kryje się pod pojęciem "architektura dziedzictwa"?

Lidia Klein*: To zagadnienie wiąże się zarówno z adaptacją starych, jak i projektowaniem nowych budynków w sposób szanujący historyczną tkankę. W Polsce zdecydowanie brakuje architektów wyspecjalizowanych w tej dziedzinie. Ten zawód jest nadal w naszym kraju mocno niedoceniany.

W jaki sposób ocenić, co warte jest ochrony, a co nie?

- Nie sposób podać krótkiej, uniwersalnej recepty. Terminy takie jak "dziedzictwo" czy "zabytek" mają oczywiście swoje definicje, ale mogą być one różnie interpretowane, zależnie od tego, co uznajemy za ważne. W kontekście ochrony budynków modernistycznych to pytanie wydaje mi się szczególnie istotne i aktualne, bo w ocenie zdecydowanej większości Polaków budowle XX-wieczne nie mieszczą się w kategorii zabytku, a więc nie są warte naszej szczególnej uwagi czy troski.



Czy relikty architektury PRL-u mieszczą się w powszechnym wyobrażeniu tego, czym jest dziedzictwo polskiej architektury?

- W powszechnej ocenie - nie. Pierwsze skojarzenia, jakie mamy z terminem "dziedzictwo", to bardziej stare pałace, malownicze zamki i wiekowe kościoły niż często fatalnie zachowane, niszczejące budynki modernistyczne. Modernizm - a zwłaszcza tak zwany socmodernizm - bardzo często jest dla nas znakiem epoki, o której nie chcemy pamiętać. Budynki powstałe w PRL-u widzimy więc przez pryzmat historii i ideologii, z którą często nie miały wiele wspólnego. To, co mnie bardzo cieszy, to dające się ostatnio zaobserwować duże zainteresowanie artystów budowlami modernistycznymi. Starają się oni dostrzec w tych obiektach coś więcej niż tylko szare betonowe skorupy. Może dzięki inicjatywom artystycznym uda się do nich przekonać szerszą publiczność? To brzmi może trochę naiwnie, ale znamy przykłady w innych krajach, gdzie to się udało.

Bez wątpienia jednak tak dostojne i nieco pompatyczne słowo jak "dziedzictwo" nie pasuje nam do budynków powstałych stosunkowo niedawno. Pozwalamy ginąć wybitnym przykładom modernizmu, które często zachwycają swoją nowatorską konstrukcją czy wyrafinowaną formą tak samo jak zabytki dawnych epok. My jednak nie widzimy w nich nic wartościowego, bo pod grubą warstwą reklam i pseudomodernizacji nie pozwala nam się tych wartości dostrzec. Koło się zamyka. Niedawne wyburzenia takich obiektów jak warszawski Supersam mogą mieć jedną zaletę (choć to szczęście w nieszczęściu): architektura modernistyczna zaczyna być obecna nie tylko w akademickich dyskusjach, ale również w mediach i w szerszym społecznym obiegu. Skoro zaczynamy na ten temat rozmawiać, to już jest zmiana na plus.

Na tegorocznym biennale architektury w Wenecji nowe współczesne obiekty wzniesione w Warszawie zostały przedstawione w sposób - powiedzmy - obrazoburczy. Czy to sygnał nadchodzącego kryzysu architektury, który miałby zrewidować nasze podejście do zagadnień związanych z ochroną dziedzictwa?

- Nie powiedziałabym, że wystawa w polskim pawilonie miała charakter obrazoburczy, raczej prowokacyjny. Nie dotyczyła też bezpośrednio ochrony dziedzictwa, jej głównym wątkiem było to, jak nieoczekiwane mogą być przyszłe losy budynków, które dziś uznajemy za przypisane do określonej funkcji. W swoim wystąpieniu na seminarium "SOS Kraków" pokazałam tegoroczny Pawilon Polonia i projekt "Natura(do)mieszkania" Jarosława Kozakiewicza. Zrobiłam tak, ponieważ oba są spekulacjami na temat przyszłości architektury. Problem ochrony dziedzictwa jest problemem dotyczącym nie tylko przeszłości (kwestii tradycji i historii), ale w równym stopniu przyszłości - tego, co stanie się z tą architekturą za 100 czy 200 lat. Poza tym, jeśli przyjmiemy perspektywę skoncentrowaną bardziej na spojrzeniu "do przodu" niż "wstecz", nie tylko architektura dawna, ale także nam współczesna daje się rozpatrywać jako dziedzictwo.

Dlaczego w naszym kraju powstaje tak mało dobrych realizacji architektonicznych. Brakuje nam zdolnych architektów? A może współcześni projektanci z dawnych demiurgów przeobrazili się w maskotki maskultury i nie dostrzegają już utylitarnego charakteru własnej profesji?

- Jednym z poważniejszych problemów polskiej architektury ostatnich lat jest myślenie o niej w kategorii ikon. Wydaje nam się, że miasto da się uczynić atrakcyjnym poprzez postawienie efektownego budynku zaprojektowanego przez architekta gwiazdę. Tymczasem w chaotycznej przestrzeni miejskiej, w której brakuje wizji i przemyślanego planu rozwoju, w której przeważają budynki przeciętne, nudne albo po prostu brzydkie, ikona niczego nie rozwiązuje. Wciąż przywoływany efekt Bilbao, jaki chcielibyśmy powtórzyć nad Wisłą, nie polegał na postawieniu Muzeum Guggenheima, które w cudowny sposób załatwiło problemy baskijskiego miasta. Budynek Gehry'ego był tylko częścią planu rewitalizacji, a nie jego głównym i jedynym elementem. Czas, żeby architekci pozbyli się obsesji stworzenia ikony i skoncentrowali się na architekturze.

Dawniej architektura błyskawicznie odpowiadała na społeczne potrzeby. Dziś wydaje się być na nie głucha. A może wręcz przeciwnie? Może potrzebujemy nowych galerii handlowych, strzelistych wieżowców, strzeżonych osiedli i domów rodem z katalogów wnętrzarskich, aby wyrazić i dowartościować siebie?

- Na pewno architektura jest wyrazem naszych dążeń i nie powstaje w oderwaniu od szerszego społecznego kontekstu. Grodzone osiedla czy galerie handlowe to część pewnego stylu życia, odpowiedź na nasze potrzeby w zakresie zamieszkiwania czy spędzania wolnego czasu. Zawsze z zaciekawieniem oglądam w gazetach reklamy deweloperów specjalizujących się w budownictwie mieszkaniowym. Te wymuskane obrazy spokojnych i pełnych zieleni osiedli o idyllicznych nazwach to przecież nie tylko wizualizacja planowanej zabudowy, ale projekcja marzeń i aspiracji klasy średniej. Architektura bardzo często traktowana jest jak produkt, który musi trafiać w gusta określonej grupy docelowej, i te reklamy wydają mi się doskonałym tego przykładem.

Z czego wynika zauważalna w Polsce unifikacja kodów współczesnej architektury. Gdzie podziała się oryginalność i nowatorstwo projektantów?

- Unifikacja, masowość i standaryzacja nie są wyłącznie polskim problemem, ale zjawiskiem bardziej uniwersalnym. Dyrektor tegorocznego biennale w Wenecji, amerykański teoretyk Aaron Betsky, mówi o konieczności odróżnienia dwóch pojęć traktowanych często jako synonimy - "budownictwa" i "architektury". "Budownictwo" to rodzaj produktu, który jest wynikiem nie tyle wizji architekta, co wypadkową rozmaitych wytycznych i norm, na przykład ekonomicznych. "Architektura" zaś to dziedzina, którą zdefiniować zdecydowanie trudniej, która - jak mówi Betsky - wykracza "poza budynek", jest czymś więcej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w większości miast, nie tylko polskich, dominuje, niestety, budownictwo.
* Lidia Klein - historyk sztuki, doktorantka w Instytucie Historii Sztuki UW, pracownik Muzeum Narodowego w Warszawie. Zajmuje się współczesną architekturą i jej teorią


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-12-11 00:59 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008-11-21 21:46
Posty: 402
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski
Wielkie dzieki Panie Hubercie za ten artykul!
Dobry, wywazony, madry. Kazdy go powinien przeczytac!
Zwlaszcza ten fragment, w ktorym wskazuje Lidia Klein o mysleniu w architekturze w kategorii ikon. Myslenie o tym, ze w chaotycznej, zdegradowanej przestrzeni miejskiej "Ikona architektury","wizytowka miasta" okaze sie cudowna recepta na bolaczki przasnej rzeczywistosci- to jest myslenie zyczeniowe wielu, wielu ludzikow w Polsce, ktorzy "rzadza" miastami. Nic innego jak proba pojscia na latwizne i "zalatwienia" podstawowych problemow zlego stanu substancji miejskiej, braku urbanistki,´itd. Zle pojeta "nowoczesnosc", ktora ma byc recepta na kopleksy prowincjusza.

Co do modernizmu bo temat poszedl w ta strone.
Chcialbym zwrocic uwage na Walbrzych- miasto niedoceniane, w ktorym znajduja sie bardzo ciekawe osiedla i budynki.

Na pierwszy ogien wrzucam osiedla Podgorze -obecnie zdegradowane i zaniedbane, obrzydzone (czy ktos w Polsce to widzi!) budami garazowymi-plaga polska. Zrujnowany kosciol (noeromanski? neogotycki) i fantastycznie zaprojektowane osiedla dobrze wpisujace sie w krazobraz nie tnace liniami dachow miasta w sposob przypadkowy i chaotyczny. Urbanistyka i architektura, ktora z powodzeniem mozna stosowac i dzisiaj. Zreszta takich "Podgorzy" to na Dolnym Slasku jest duzo.

Drugim przykladem jest kino Capitol - swietny budynek bardzo dobrze wkomponowany (a to w modernizmie najbardziej "lezy") w Alejach Wyzwolenia. Budynek posiada dzisiaj tylko fasade, reszta chyba wyburzona, taki fajny gmach i ginie bez krzyku, bez udzialu massmediow.

Trzecim rodzynkiem jest cala dzielnica "Nowe Miasto", ktora jest fantastycznym przykladem, wrecz wzorcowym ksztaltowania sie architektury od pocz.XX wieku do wczesnego (i nie tylko) modernizmu. Pchniecie kierunkow zabudowy w ramach "gry w miasto", a w tym Niemcy zawsze byli swietni, na gorne poziomy miasta i stworzenie ukladu urbanistycznego tego zalozenia z wypelnienim go zabudowa neostylow, eklektyzmu i neoklasycyzmu i wczesnego modernizmu az po moderne daje przeglad architektury i kto wie czy ten kontekst nie wzbogaca poszczegolnych elementow! Sposob w jaki rozwija sie miasto, jego rozwoj architektoniczny w ramach wypelnienia kolejnych kwartalow! Pociagniecie go dalej jakims socrealem, a potem kilkoma bloczkami nie psuloby calosci, bo dodawalo by ciaglosc rozwoju. A to nie to samo co wtryniac zabudowe modernistyczna w przypadkowe lokalizacje na zasadzie nowoczesnej manifestacji "postepowosci i nowoczesnosci" rozumianej w ujeciu zakompleksionych prowincjuszy.
Warto sie rozejrzec po Walbrzychu!

_________________
Nie ma zlej architektury-jest tylko architektura niekonsekwentna!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-12-11 01:10 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008-05-30 05:14
Posty: 2798
Lokalizacja: Wrocław
Co do Wałbrzycha i jego bogactwa zgadzam się w stu procentach z Tobą Adamie. Podgórz zaś to rodzaj miasta w mieście - ilość zabytków, obiektów inżynieryjnych, osiedli itd. jest tam bardzo wielka, do tego dochodzą takie wyjątkowe dzieła jak mauzoleum z czasów nazistowskich czy resztki zamku w Nowym Dworze.
Zdumiewające i katastrofalne w skutkach jest to, iż niemal każdy młody człowiek jakiego znam określał Wałbrzych bezrefleksyjnie i na podstawie bardzo krótkotrwałych, pozornych wrażeń mianem miasta bezwartościowego, którego jedyną wyróżniającą właściwością jest fakt bycia 'brudnym', 'pełnym fabryk' i 'nędzy'. Ludzie Ci nawet nie znają tego miasta a tak kategorycznie się o nim wypowiadają.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2008-12-11 01:24 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008-11-21 21:46
Posty: 402
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski
Owszem Jerzy zgadzam sie z Toba!
Ilosc stereotypow i negatywnych skojarzen jaka jest zwiazana z Walbrzychem jest zdumiewajaca.To bardzo ciekawe miasto. Cale srodmiescie ma niepowtarzalny klimat, a poszczegolne dzielnice willowo-osiedlowe wzbogacaja je. Powinni tu (i nie tylko tu, bo dobrych przykladow duzo) przyjezdzac urzedasy z calej Polski i ogladac jak sie projektuje miasto od strony urbanistycznej. Mowienie, ze Walbrzych jest chaotycznym miastem mnie zdumiewa. Pewna przypadkowosc zywiolu jest nieodzownym elementm kazdego przemyslowego miasta tym bardziej nalezy sie Walbrzychowi komplement, bo w takich warunkach zrobic kawalek porzadnego miasta to naprawde wyzwanie. A to co rozwadnia ,znieksztalca to miasto to dorobek PRL i 20 lat radosnej tworczosci IIIRP.
Jedynym sposobem na zmiane wizerunku miasta jest zmiana jego nazwy np: Lesnogrod, albo Lesny Zamek ...a cala reszta do odkrycia.

_________________
Nie ma zlej architektury-jest tylko architektura niekonsekwentna!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2009-01-02 04:47 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008-05-30 05:14
Posty: 2798
Lokalizacja: Wrocław
Dyskusja niewątpliwie ciekawa, ciekawy i sam kościół w Gnojewie ( znacznie więcej o nim - łącznie z rzutami, widokami elewacji, dokumentacja fotograficzną itd. można obejrzeć i skopiować na forum www.marienburg.pl w odpowiednim dziale ) tyle tylko, że przecież Gnojewo nie było żadnym kościołem warownym anie inkastelowanym! Trochę mnie niepokoi, że jak dotąd do działu 'Warowne świątynie' wrzucane były obiekty ledwie o taki obronny charakter podejrzewane a nieraz i zwyczajnie pomówione - że się tak wyrażę: tak jak właśnie gnojewski kościół.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2009-01-04 20:53 
Offline
Ojciec Dyrektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-02 15:32
Posty: 6157
Lokalizacja: Warszawa
jesziwaboy napisał(a):
Dyskusja niewątpliwie ciekawa, ciekawy i sam kościół w Gnojewie ( znacznie więcej o nim - łącznie z rzutami, widokami elewacji, dokumentacja fotograficzną itd. można obejrzeć i skopiować na forum www.marienburg.pl w odpowiednim dziale ) tyle tylko, że przecież Gnojewo nie było żadnym kościołem warownym anie inkastelowanym! Trochę mnie niepokoi, że jak dotąd do działu 'Warowne świątynie' wrzucane były obiekty ledwie o taki obronny charakter podejrzewane a nieraz i zwyczajnie pomówione - że się tak wyrażę: tak jak właśnie gnojewski kościół.

Słusznie. Jako organ egzekucyjny przerzucam więc do Ogólnych.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 62 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Translated by phpBB3.PL