Tytuły

ZAMKI W POLSCE

Forum miłośników zamków (zał. 2006)



Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 2011-04-16 22:28 
Offline
Ojciec Dyrektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-02 15:32
Posty: 6222
Lokalizacja: Warszawa
Ścinawka Górna, do 1945 r. Obersteine.
Gmina: Radków. Powiat: Kłodzko.
Zamek/pałac Sarny (Schloss Scharfeneck).

Cytuj:
Zamek renesansowy Scharfeneck hrabiów von Götzen z 1590 roku.
Sarny nie były nigdy samodzielną wsią. Już w XIV w. istniał tu folwark należący do rodziny von Czeschaw ze Ścinawki Średniej. W 1406 r. Friedrich von Czeschaw sprzedał folwark Niclasowi Pradel i w tej rodzinie folwark pozostał przez cały XV w. mimo, że właściciele Ścinawki w tym czasie się zmieniali. Np. w 1480 r. Właścicielem folwarku był Hans Pradel, mimo, że właścicielem Ścinawki był Sigmund von Schweidersdorf. W 1497 r. panem folwarku był Janco Pradel. Przez cały XVI w. Właściciele Sarn często się zmieniali. Mimo to majątek musiał prężnie funkcjonować, skoro w 1590 r. powstał tu duży dwór. Upadek nastąpił podczas wojny trzydziestoletniej (1618 - 1648), ponieważ właściciele stanęli po stronie protestantów. W efekcie dobra uległy konfiskacie. W 1661 r. Sarny otrzymał hrabia von Götzen, który utworzył tu siedzibę rodową. Powstał w ten sposób jeden z większych majątków w hrabstwie kłodzkim. Od II poł. XVII w. do 1738 r. , kiedy zmarł hrabia von Götzen , trwała rozbudowa starego dworu oraz powstawały nowe budynki gospodarcze. Po śmierci hrabiego właścicielką majątku została wdowa po nim hrabina von Götzen z domu von Stillfried, natomiast po 1771 r. przeszedł on w ręce drugiej, protestanckiej linii hrabiów von Götzen. W 1738 r. śląski malarz barokowy, Hans Franz Hoffman wykonał w kaplicy wspaniałą polichromię, obejmującą ściany, strop i ołtarz. Przedstawia ona św. Jana Nepomucena oraz nawiązuje do chwały rodu von Götzen. W 1850 r. polichromia była konserwowana, a także częściowo przemalowana. Ostatniej konserwacji dokonały dwie krakowskie malarki w latach 70 - tych ub. wieku. W tej postaci można malowidła podziwiać do dnia dzisiejszego. W 1820 r. dwór ponownie przebudowano, powstały też kolejne budynki gospodarcze. W takim stanie dotrwał do końca II wojny światowej. Po wojnie w majątku ulokowano PGR, natomiast sam dwór przystosowano na mieszkania. Kolejnym właścicielem stał się spadkobierca PGR, POHZ. Obecnie całe założenie znajduje się w zasobach AWRSP.


Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

1929
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Źródło: http://www.wroclaw.hydral.com.pl/test.p ... 20&tend=40 (tam więcej zdjęć)

Dodane po 6 minutach:

Na koniec pytanie. Czy ten obiekt można określać jako zamek? Byłem tam kilka lat temu i śladów elementów obronnych, poza położeniem, nie zauważyłem.


Ostatnio edytowano 2011-04-17 10:55 przez Lukasz, łącznie edytowano 1 raz

Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-17 10:14 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008-02-21 14:29
Posty: 359
Lokalizacja: Grudziądz
Bez wątpienia to DWÓR, a to że ktoś na pocztówce napisał Schloss, to jeszcze nic nie znaczy.
A może ta nowsza zabudowa kryje w sobie coś jeszcze starszego?

"Z góry" też nic nie widać (Google_Mapa).


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-18 12:42 
Offline

Dołączył(a): 2007-03-22 22:43
Posty: 158
Lokalizacja: Rzeszów
ma ktos może jakiś planik tego obiektu?


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-18 13:05 
Offline
Ojciec Dyrektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-02 15:32
Posty: 6222
Lokalizacja: Warszawa
Na pewno plan głównego budynku i kaplicy z łącznikiem pomiędzy nimi widziałem w "Leksykonie zabytków architektury Dolnego Śląska" Józefa Pilcha.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-18 15:34 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-11-28 15:58
Posty: 360
Lokalizacja: Wroclaw / gladius et rosa
Jeśli już przy Sarnach jesteśmy.... taka optymistyczna wiadomość :)

za: http://radkow.it/news/show/id/515

Cytuj:
Książę Walii - Karol - ostatecznie podjął decyzję o wyremontowaniu pałacu w Ścinawce Górnej - Sarny w gminie Radków. Decyzję tę potwierdził przedstawiciel księcia - Wojciech Wagner prezes fundacji Save Europes Heritage, która zrujnowany pałac będzie odbudowywała. Trwa intensywne kompletowanie dokumentacji i planowanie remontu.

Spośród czterech obiektów, które proponowaliśmy fundacji dokonano wyboru jednego renesansowego dworu z zabytkową kaplicą
- poinformowała Barbara Obelinda, kierowniczka oddziału konserwatora zabytków w Wałbrzychu.

Książę Karol zaangażował się w ratowanie dolnośląskich zabytków po przeczytaniu raportu: "Śląsk - kraina umierających pałaców".

W pałacu po wojnie siedzibę miał PGR. W zabudowaniach folwarcznych hodowano bydło. Kaplica pałacowa jako jedyna zachowała się w dość dobrym stanie.

W przeprowadzkę mieszkańców zaangażował się burmistrz Radkowa. Już przeprowadziliśmy jedną rodzinę. Dysponujemy lokalami dla dwóch kolejnych i do roku czasu gmina jako taka przy wsparciu Agencji jest w stanie zaoferować lokale - powiedział Jan Bednarczyk, burmistrz Radkowa. Niektórzy lokatorzy szukają nowych mieszkań na własną rękę.

Remont pałacu rozpocznie się zaraz po załatwieniu formalności związanych z jego wykupem od Agencji Nieruchomości Rolnych. Ma tu powstać centrum turystyczno- rekreacyjne. Do pałacu przynależy ponad sto hektarów pól. Niewykluczone, ze powstaną tutaj książęce stajnie


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-18 16:05 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008-05-30 05:14
Posty: 2827
Lokalizacja: Wrocław
Hm, odnośnie tego planu: pomiar dworu, czyli rzuty dwóch podstawowych kondygnacji i przekrój poprzeczny, zamieszczony jest w pracy doktorskiej Pana Artura Kwaśniewskiego. Oprócz tego jest tam też zreprodukowana dostępna ikonografia, w tym najstarszy zachowany/znany widok założenia, pochodzący z końca wieku XVIII ( podróżujący po Śląsku w połowie XVIII w. słynny rysownik wojskowy Werner albo się tu nie pofatygował, albo też tom mieszczący rysunki ze Ścinawek zaginął, bardziej prawdopodobne jest to drugie ). Na grafice tej rezydencja ma jeszcze dwuszczytowe zamknięcia krótszych ścian - tak jak to mamy w Borzygniewie ( w postaci szczątkowej ), czy jak mieliśmy na ratuszu w Wiązowie i dworze w Opolnicy, a także na szeregu innych obiektów.
Plan z pracy Pana Kwaśniewskiego ( pt. "Budownictwo dworskie na Ziemi Kłodzkiej w okresie renesansu - 1550-1650" ) z oczywistych względów nie może zostać tu zamieszczony, co gorsza - jego doktorat prawdopodobnie nie zostanie wydany, a wielka szkoda, bo to fantastyczna rzecz, pełna materiału pomiarowego i fotografii ( w tomie ilustracyjnym ), danych historyczno-archiwalnych oraz wyników badań i oględzin architektonicznych ( w tomie katalogowym ); do tego dochodzi część trzecia - syntetyczna, podsumowująca całe przedsięwzięcie badawcze.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-19 22:25 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008-11-21 21:46
Posty: 402
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski
To ciekawe, rzeczywiście zastanawiałem się kiedyś czy dwór w Sarnach posiadał typowe dla DŚ szczyty renesansowe. Wzór z Borzygniewa jest tutaj najbardziej reprezentatywny choć nie tylko.

Szkoda, że ich już nie ma. Tak jak szkoda przepadłej ikonografii ze Ścinawek. Te Ścinawki to niezła składnica starych budynków z róznych epok i parafii.

Wiadmośco fundacji bardzo cieszy.

Pałac letni też cieszy oko. To duży zespół w sumie jest. Ciekawe czy i ten obiekt należy do całości i przejdzie pod kuratelę fundacji.

Obrazek

Obrazek

_________________
Nie ma zlej architektury-jest tylko architektura niekonsekwentna!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-19 22:57 
Offline
Ojciec Dyrektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-02 15:32
Posty: 6222
Lokalizacja: Warszawa
Spałem tam kiedyś i z tego co pamiętam to dwór letni był wtedy własnością prywatną.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-19 23:11 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008-11-21 21:46
Posty: 402
Lokalizacja: Piotrków Trybunalski
W necie krążą jakieś niedobre wrażenia z tego hoteliku. Jak Twoje wrażenia? Prowizorka? Całość pewnie nie wygląda zbyt dobrze. Taka adaptacja na hotel bez gruntownego remontu. O odrębności własnościowej wiem.

_________________
Nie ma zlej architektury-jest tylko architektura niekonsekwentna!


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-19 23:57 
Offline
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2008-05-30 05:14
Posty: 2827
Lokalizacja: Wrocław
Tam jest jeszcze fantastyczny spichlerz siedemnastowieczny, który posiada analogicznie do dawnych zwieńczeń pałacu zdwojone zamknięcia szczytowe. Razem te dwa blisko siebie leżące obiekty w ciekawy sposób ze sobą współgrały:
Obrazek Obrazek
( obie fotografie zaczerpnięte są z hydrala )
"Jedyny" problem polega na tym, że niestety ów budynek gospodarczy jest - jak widać - w dość krytycznym stanie.

Co do 'zaginionej' ikonografii dla Ścinawki: chodziło mi tu ściśle wyłącznie o Wernera. I tu przyda się parę słów wyjaśnienia dla mniej zaznajomionych z problemem. Friedrich Bernhard Werner ( 1690-1776 ) to postać niezwykle ważna dla Śląska, niezwykle zasłużona. Człowiek ten, katolik swoją drogą, służył w administracji pruskiej jako topograf i dokumentator/rysownik. Jego rysunki ( a jest ich - tych zachowanych - zdaje się około 1,5 tysiąca ) dokumentują zresztą nie wyłącznie śląskie wsie i miasta ale i wiele ośrodków czeskich, wielkopolskich ( Leszno, Poznań, Wschowa. Inowrocław ), pomorskich, niemieckich czy zachodnioeuropejskich. O ile dość słabe rysunki wernerowskie w odniesieniu do takiej Antwerpii, Monachium czy Pragi nie wnoszą może zbyt wiele, to dla terenów Śląska i Wielkopolski, mimo przeważnie niskiej wartości rysunkowej, są one bezcennymi dokumentami ikonograficznymi. Werner zjechał cały Śląsk i stworzył dzieło dokumentujące wygląd niemal każdej ważniejszej budowli, prawie każdego istotniejszego kościoła wiejskiego. Są powiaty, gdzie omal wszystkie istniejące w jego czasach ( w połowie XVIII w. ) wiejskie i miejskie budowle sakralne zostały uwiecznione na osobnym, niewielkim rysunku. Taki zespół rysunków, opatrzony częścią tekstową w postaci skróconego opisu/przewodnika, uszeregowany wg księstw i liczący przez to 5 tomów, został przez autora nazwany mianem "Topographia Silesiae". W późniejszych latach życia Werner wykonywał kolejne egzemplarze "Topografii..." - w ten sposób zostawił po sobie 4 egzemplarze tej 5-cio częściowej pracy. Do tego dochodził osobny rękopis "Topografii Hrabstwa Kłodzkiego", najpewniej także w kilku kopiach.
Cały problem polega jednak na tym, że znaczna część tej spuścizny zaginęła, większość w trakcie wojny, ale jeszcze przed wojną działy się z nią różne rzeczy. Stąd nie mamy niestety żadnego egzemplarza tomu zawierającego rysunki z Księstwa Jaworskiego, nie mamy też większości rysunków z okręgu kamiennogórskiego i części świdnickiego; nieliczne ryciny Wernera pokazujące obiekty, wsie czy miasta z tego obszaru są znane dzięki przerysom lub fotografiom przedwojennym ( Wałbrzych, Jawor, Rybnica, Świerzawa ), inne znamy tylko ze wzmianek ( np. Lutsch w 1891 r. wymienia plan i panoramę Miedzianki autorstwa Wernera i podaje sygnaturę egzemplarza dzieła Wernera w Bibliotece Uniwersyteckiej, który zawiera te ilustracje, ale po wojnie nikt na ten tom nie natrafił - niestety ). Tak samo np. nie znamy rysunków przedstawiających dwory i kościoły w Kłaczynie i Gniewkowie na terenie księstwa Świdnickiego, a wydaje się niemal pewne, że takie istniały.
To samo się tyczy Hrabstwa Kłodzkiego, dysponujemy pewną liczbą rysunków poświęconych ziemi Kłodzkiej autorstwa Wernera, które znajdują się obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Są to plansze przedstawiające w centrum albo mapę danego okręgu/weichbildu hrabstwa Kłodzkiego, albo panoramę danego miasta, zaś na około, po obwodzie rozmieszczone są drobne rysunki ważniejszych budowli wiejskich czy miejskich. Wykaz tych przedstawień i reprodukcję większości z nich opublikowano w jednym z tomów "Roczników Sztuki Śląskiej" ( tom X - 1976 r. - "Album F.B. Wernera w muzeum wrocławskim" ). Niestety te najważniejsze dla nas zespoły zabytkowe nie są w tym zbiorze reprezentowane ( nie ma np. Ratna, Ścinawek, Gorzanowa etc, są natomiast widoki zamków w Międzylesiu i Nowej Rudzie oraz chyba pałacu w Wilkanowie )
Podstawowe wiadomości o Wernerze można odnaleźć tu - w haśle o nim w wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Friedrich_Bernhard_Werner

Cytuj:
To ciekawe, rzeczywiście zastanawiałem się kiedyś czy dwór w Sarnach posiadał typowe dla DŚ szczyty renesansowe. Wzór z Borzygniewa jest tutaj najbardziej reprezentatywny choć nie tylko.

Myślę, że opinia o "śląskości" takiej sylwety jaką np. miał dwór w Ścinawce czy w Borzygniewie wynika po trochu z nieznajomości wśród osób zainteresowanych tego co budowało się w tym samym czasie w krajach ościennych: w Saksonii, na Pomorzu, w Meklemburgii, w Czechach, a nawet w Małopolsce, Wielkopolsce, Polsce Środkowej czy wręcz na Kresach, o Skandynawii i krajach bałtyckich nie wspominając. Wystarczy sobie zestawić ikonografię pałaców i dworów z całej północnej Europy powstałych w okresie między połową XVI a połową XVII stulecia a spostrzec można, że ów "śląski" wygląd mają budowle nad Wełtawą, Łabą, Wezerą, Bałtykiem, a czasem i nad Bohem, Wilią, Niemnem, Dźwiną czy jeziorem Wetter. Malowniczość, budowanie bryły za pomocą strzelistych, spiętrzających się i zestawianych obok siebie szczytów, o nieraz dość postrzępionych czy fantazyjnych krawędziach, kryjących strome dachy i wieńczenie tego wszystkiego wieżyczkami z latarniami, baniami, wysoko wyprowadzonymi i ozdobnymi czasem słupami kominów - to była pewna wspólna metoda czy zabieg stosowany w całej Europie na północ od Alp. Taka swoista symbioza tradycji gotyku z antykizującymi motywami dekoracyjnymi mającymi najczęściej swe źródło w Italii.


Góra
 Zobacz profil  
 
 Tytuł:
PostNapisane: 2011-04-20 09:03 
Offline
Ojciec Dyrektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-02 15:32
Posty: 6222
Lokalizacja: Warszawa
Adam Z napisał(a):
W necie krążą jakieś niedobre wrażenia z tego hoteliku. Jak Twoje wrażenia? Prowizorka? Całość pewnie nie wygląda zbyt dobrze. Taka adaptacja na hotel bez gruntownego remontu. O odrębności własnościowej wiem.

Byłem zachwycony właśnie tą prowizorką czyli włóczącymi się psami po pokojach, stęchlizną, liszajami na ścianach. Wierzę, że komuś podróżującemu np. z małym pieskiem kanapowym, bardzo by się tam nie podobało i stwierdziłby że panuje tam bród i smród. A ja właśnie tym byłem zauroczony. Nie czułem się jak w hotelu ale w prawdziwym, może podupadłym, ale "żyjącym" dworze.

@Jesziwa
Dzięki za świetny wpis o Wernerze.


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 2014-08-14 10:00 
Offline
Ojciec Dyrektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-02 15:32
Posty: 6222
Lokalizacja: Warszawa
Dom bramny, a właściwie dom szyi bramnej, który kryje w sobie najstarsze fragmenty Dworu Sarny:
Obrazek


Góra
 Zobacz profil  
 
PostNapisane: 2017-09-06 16:14 
Offline
Ojciec Dyrektor
Avatar użytkownika

Dołączył(a): 2006-02-02 15:32
Posty: 6222
Lokalizacja: Warszawa
Wywiad ze współwłaścicielem:

http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35 ... kiedy.html

Cytuj:
Właściciel zamku na pełnym etacie. "Nawet nie bardzo wiem, kiedy jest weekend, tyle jest do zrobienia" [WYWIAD]
Aneta Augustyn
05 września 2017 | 11:13

Obrazek

- W listopadzie 2013 roku przyjechałem tu pierwszy raz. Plucha, szarobure mury, dach na pałacu trzyma się na słowo honoru. Pojawiła się jednak krótka myśl: "Tu jest potencjał" - mówi współwłaściciel XVII-wiecznego Zamku Sarny w Ścinawce Górnej. Rozmowa z Martinem Sobczykiem

Aneta Augustyn: W ostatnich dniach…

Martin Sobczyk: …podłączałem zmywarki, ściągałem terminal kart płatniczych do kawiarni, obmyślałem wnioski o dotację na kolejne remonty, uzupełniałem zapas papieru toaletowego. Do tego załatwianie podatków, ZUS, odbiorów i śpiewanie z muzykami Letniej Szkoły Muzyki Dawnej.
Sporo jak na właściciela zamku.

Bo ja jestem właścicielem na pełnym etacie. Nawet nie bardzo wiem, kiedy jest weekend, tyle jest do zrobienia. Ale to nie jest praca, tylko frajda, że znowu coś się uda. Sarny dają mi napęd, zmieniły mnie. Kiedyś wypełnienie PIT-u było dla mnie męczarnią, a teraz, proszę: faktury, segregatory, arkusze kalkulacyjne. Naprawdę to polubiłem. I wciąż nie dowierzam, że zamek jest nasz i że zaczyna działać. To jakiś sen na jawie.

Wydawał się raczej koszmarem.

W listopadzie 2013 r. przyjechałem tu pierwszy raz: plucha, bezlistne drzewa, szarobure mury zaciągnięte „barankiem”, dach na pałacu trzyma się na słowo honoru, chaszcze, śmieci, baraki. Kompletny marazm i rezygnacja. Pomyślałem wtedy, że to jest nie do uratowania i że szkoda było mojej fatygi kiepskimi wtedy drogami z Warszawy. Nic, tylko zostawić, aż się zawali do reszty.

Zapukałem do lokatorów w rządcówce. Popatrzyli niechętnie: „Kolejny wariat przyjechał, i po co”. Jeden z mieszkańców otworzył mi kaplicę przy pałacu, a tam polichromie o żywych barwach, na ścianach, na suficie. Święci, anioły, krajobrazy; efekt oszałamiający, jak w Sykstynie. Na górze św. Jan Nepomucen, a na dole stara lodówka, drabina i śmieci.

Pomyślałem, że renowacja tych polichromii to pewnie fortuna. Pożegnałem się, wyszedłem. Na odchodne jeszcze raz się obejrzałem. Z bliska widać było tylko nieszczęście, ale wystarczyło odejść sto metrów dalej, żeby ogarnąć wzrokiem cały kompleks zamkowy, który mimo dewastacji robił wrażenie. Renesansowy spichlerz, barokowa kaplica i pałac wysoko nad rzeką, dom bramny i mury jak ze średniowiecza. Wciąż dumna sylwetka i majestat. Trzeba było pewnego oddalenia, żeby to zauważyć. Pojawiła się krótka myśl: „Tu jednak jest potencjał”.
Co wiedziałeś wówczas o zabytkach?

Właściwie nic. Byłem wtedy korespondentem „Wall Street Journal”. W połowie 2013 r. zainteresowałem centralę w Nowym Jorku tekstem do wkładki o luksusowych nieruchomościach. Materiał miał być o dolnośląskich zabytkach na różnych etapach renowacji. Pojechałem do remontowanego Gorzanowa i do Staniszowa, który jest od dawna pięknie odnowiony.

W artykule znalazła się też mała wzmianka o wystawionych na sprzedaż obiektach, w tym o Zamku Sarny w Ścinawce Górnej, który był w ruinie. Nie widziałem go wtedy, miałem tylko informację od Agencji Nieruchomości Rolnych, do której należał. Wysłałem ten tekst też znajomym prawnikom nieruchomościowym, właściwie tylko, żeby się pochwalić. Jeden z nich odpisał: „A może my kupimy te Sarny?”.
Żart?

Też tak sądziłem. Obaj zajmują się wielkimi nieruchomościami, ale o innym charakterze – galerie handlowe, biurowce po kilkaset milionów euro. Żaden z nas nie miał pojęcia o zabytkach. Ten mail uruchomił lawinę. Pojechałem w listopadzie 2013 r. na wizję lokalną do Ścinawki, wróciłem do Warszawy bez przekonania. Siedzimy sobie z jednym z obecnych wspólników, z Arturem, w kawiarni nad tymi smutnymi zdjęciami. Beznadzieja wyziera z każdego kadru, a on mówi: „Coś w tym jest. Jedziemy”.

Kilka dni później znowu tułamy się na ten dolnośląski koniec świata. Znowu ponury krajobraz, znowu lokatorzy łypią na nas, jakbyśmy byli niespełna rozumu. Stoimy i patrzymy na ten ogrom majestatu i nieszczęścia, Artur i jego żona mają na twarzy przerażenie. Myślę – „bez sensu, kolejny stracony dzień”. Wchodzimy do pałacu, a tam 400-letnia kamienna klatka schodowa, w niezłym stanie. Coś zaczyna nam kiełkować w głowach. W hotelu rozpisujemy na serwetce szacunki wydatków na kilka najbliższych lat.
Co mówiła serwetka?

Że to szaleństwo. Jeśli kupuje się zdewastowany mały zabytek, to koszt remontu w wariancie optymistycznym jest dziesięciokrotnością ceny zakupu. Tu mieliśmy wielki obiekt na skraju upadku. Szacowaliśmy budżet na pierwsze lata, szedł w miliony. Serwetka krzyczała: „nie”, ale byliśmy o krok od połknięcia haczyka. Trzeba jak najdłużej odpychać od siebie to zakochanie, żeby zachować zdrowy rozsądek. A w końcu i tak się wsiąka. Bo kupno zabytku to jest szaleństwo. Człowiek nie do końca wie, co robi. Nie znam właściciela pałacu, który nie byłby szaleńczo zakochany w swoim obiekcie.

Są bez wątpienia bardziej spokojne i intratne sposoby lokowania pieniędzy. Tu chodzi o coś innego. O uratowanie zabytku, o zrobienie czegoś dla przyszłych pokoleń, o wyzwanie. Analizowaliśmy koszty, stronę prawną; rozterki targały nami przez dwa tygodnie. W końcu zawiązaliśmy spółkę, dziennikarz i dwóch prawników, i kupiliśmy Zamek Sarny za 556 tys. zł. Było już po przetargu, ale siedliśmy do rozmów z ANR w trybie negocjacji. W grudniu 2013 r. byliśmy właścicielami.
Wszedłeś do zamku z przekonaniem, że jest naprawdę wasz?

Na początku miałem wrażenie, że wchodzę do czyjegoś domu, że jestem intruzem. Mieszkało tam 27 osób, którym potem burmistrz Radkowa zapewnił mieszkania komunalne, ale przez pierwsze trzy lata dzieliliśmy tę przestrzeń. Czułem, że jesteśmy dla nich jak z innej planety: my z jakiejś dla nich mitycznej Warszawy, oni uważali, że są na końcu świata, gdzie wrony zawracają. Mieszkali w fatalnych warunkach, do których się przyzwyczaili. Podobnie jak do tego, że zamek jest skazany na zagładę.

Kiedy na stronie ANR ukazał się komunikat, że jest sprzedany, zaczęli do mnie dzwonić dziennikarze. Pierwszy telefon: „Dzień dobry, czy to książę Karol kupił Sarny?”.
Siedem lat temu media się ekscytowały: „Książę Karol ratuje polskie zabytki”, ale nic nie wyszło z jego zamiarów odrestaurowania Saren. Okazaliście się skuteczniejsi niż książę Walii.

Nie wierzyłem, że następca brytyjskiego tronu w ogóle wie o istnieniu Ścinawki Górnej. Jednak wkrótce po naszej transakcji dostałem maila, który zaczynał się od: „Hello, podobno kupiliście Sarny?”. Mail był pisany dyplomatycznie, z angielską rezerwą. Marcus Binney, prezes fundacji Save Britain’s Heritage, zaprosił mnie na kolację w Londynie i wtedy dowiedziałem się, jak było naprawdę.

Save Britain’s Heritage to grupa architektów, historyków, dziennikarzy, którzy od lat 70. ratują zabytki. Książę Karol jest ich patronem. Marcus Binney powiedział mi, że książę rzeczywiście interesował się Sarnami i że w Polsce złożono mu zapewnienia, że Sarny pod jego patronatem mogą zostać zrewitalizowane. Wcześniej wyremontowano tak m.in. gospodarstwo rolne w Zalanpatak w Rumunii, gdzie książę bywa raz w roku, a przez resztę czasu miejsce jest udostępniane dla gości jako agroturystyka. Podobnie miało być w Polsce, tylko na większą skalę. Grupa brytyjskich i polskich konserwatorów oraz urbanistów objechała Dolny Śląsk. Wytypowano Sarny.

Książę spotkał się w marcu 2010 r. z ministrem kultury, który obiecał obiekt na korzystnych warunkach w zamian za rewitalizację. Jednak Agencja Nieruchomości Rolnych, która podlega Ministerstwu Rolnictwa, wystawiła Sarny na przetarg. Brytyjczycy wycofali się więc, bo pierwotna umowa nie zakładała przetargu, tylko przekazanie za symboliczną kwotę.

W mediach pojawiły się spekulacje, że książę Walii nie interesował się Sarnami albo że odstraszył go ogrom przedsięwzięcia. Ja też wątpiłem w zaangażowanie księcia, dopóki nie poznałem tych szczegółów. Brytyjska fundacja śledziła kolejne bezskuteczne przetargi i los Saren, który wydawał się przesądzony. Kiedy kupiliśmy je, skontaktowali się z nami i przekazali nam plany i inwentaryzację obiektu, którą zrobili. Poinformowali też biuro księcia o naszych działaniach. Jesteśmy w kontakcie z fundacją i mam nadzieję, że będziemy współpracować.
Książę Karol zainteresował się Sarnami po lekturze raportu „Silesia: The Land of Dying Country Houses” – „Śląsk: kraina umierających pałaców”, który przygotowali wówczas angielscy i polscy konserwatorzy. Mam wrażenie, że w ostatnich latach to kraina pałaców raczej zmartwychwstających niż umierających. Na samej ziemi kłodzkiej oprócz was odnawiają się Gorzanów, Piszkowice, Kapitanowo, Międzylesie, starannie wyremontowano już Kamieniec koło Polanicy.

Nie brakuje szaleńców takich jak my (śmiech). Od czasu starań brytyjskiej fundacji minęło siedem lat, pojawili się zupełnie nowi ludzie z Wrocławia, Warszawy, a nawet z Kanady. Kotlina Kłodzka dostała nową szansę. Przed nami wszystkimi kolosalne zadania, każdy z tych zabytków to ogromny dom albo wręcz pół wsi. W Sarnach cały kompleks to 14 budynków, m.in. XVII-wieczny spichlerz, rządówka, obora, wozownia i inne zabudowania gospodarcze z XIX wieku. I przede wszystkim pałac.

Powstał w 1590 r. jako okazały renesansowy dwór, wtedy największy w Hrabstwie Kłodzkim, potem rozbudowany. Obok rozpościera się naturalistyczny park zaprojektowany przez Eduarda Petzolda, znanego architekta krajobrazu. W 1738 r. do pałacu dostawiono eliptyczną kaplicę z bardzo bogatym wystrojem malarskim. Johann Franz Hoffmann, śląski malarz baroku, pokrył ściany i sklepienia iluzjonistycznymi obrazami z życia Jana Nepomucena i rodziny von Götzen, do której należała rezydencja. Na szczęście w latach 70. polichromie poddano konserwacji i kaplica zachwyca barwami.
Staracie się, żeby prezydent RP wpisał ją na listę pomników historii wspólnie z bazyliką w Wambierzycach.

Tak, bo obie są barokowym świadectwem katolicyzacji Hrabstwa Kłodzkiego. Obie ufundował Franciszek Antoni von Götzen, właściciel Saren. Jako fundator wielkiego pielgrzymkowego kościoła w Wambierzycach i dużej, jak na domowe miejsce kultu, kaplicy w Sarnach przysłużył się ruchowi kontrreformacyjnemu w Hrabstwie Kłodzkim.

W czasie wojny Sarny ocalały, potem był tu PGR, z wiejską świetlicą w pałacu. Po remoncie będzie tu muzeum, udostępnimy też lochy, a w dawnych budynkach gospodarczych powstaną miejsca noclegowe; mam nadzieję, że pierwsze w przyszłym roku. Jednak zapraszamy do nas już teraz, bo niedawno ukończyliśmy pierwsze prace. W XVI-wiecznym przejeździe bramnym zdjęliśmy pół metra ziemi, żeby dostać się do wiekowego bruku. Można bezpłatnie zwiedzać kaplicę św. Jana Nepomucena oraz budynek bramny po trzyletnim kapitalnym remoncie. Od miesiąca działa tu kawiarnia.
Kucharz zapewnił mnie, że na Europejskie Dni Dziedzictwa upiecze tort Scharfeneck na czekoladowym biszkopcie z likierem wiśniowym i kremem śmietanowym z migdałami. Zapewnił mnie też, że Sarny to jego miejsce na ziemi, choć ma zaledwie 23 lata i miesiąc temu porzucił Warszawę dla Ścinawki. Znajomi uznali, że oszalał.

Rafał Gieleciński ma niesamowity talent kulinarny, codziennie piecze ciasta, obmyślił już nawet menu wigilijne. Pracuje razem z Anią Pogorzelec, która wychowała się niedaleko Saren. A tortem Scharfeneck chcemy nawiązać do pierwotnej nazwy zamku. Nie wiemy, skąd po wojnie wzięły się Sarny, a w dokumentach oficjalnych wciąż figurujemy jako Zamek Scharfeneck. Uczę się tego miejsca, podobnie jak uczę się Dolnego Śląska, który kiedyś kończył się dla mnie na Wrocławiu. Do matury mieszkałem w Sycowie, w ogóle nie znałem południowej części regionu, która jest tak fascynująca.
Masz jeszcze czas na muzykowanie?

Mam szczęście, że mogę połączyć obie pasje – muzykę i zabytki – w jedno. Śpiewam jako baryton w Zespole Męskim „Gregorianum”, który wykonuje muzykę dawną, świecką i sakralną; mamy na koncie płyty nominowane do Fryderyka.

Ponieważ mamy teraz piękną kaplicę o bardzo dobrej akustyce, od trzech lat organizujemy tam Międzynarodową Letnią Szkołę Muzyki Dawnej. Gościliśmy na niej znakomitych muzyków: puzonistów Wima Becu i Stephanie Dyer, cynkistów Arno Paducha i Jeremy’ego Westa, skrzypaczkę Martynę Pastuszkę, tenora prof. Piotra Kusiewicza i kontratenora Jakuba Burzyńskiego, który wymyślił szkołę. To kurs mistrzowski w dziedzinie muzyki wczesnego baroku; warsztatom towarzyszą koncerty dla publiczności. Niezwykłe było patrzeć, jak wieczorem 27 lipca 2015 muzyka rozbrzmiewała w wypełnionej po brzegi sali po raz pierwszy od czasów przedwojennych. Kaplica znowu ożyła.

Mam nadzieję, że niebawem uda nam się ją wyremontować. Staramy się o dotacje, bo kaplica i najbardziej zabytkowe fragmenty założenia nigdy nie będą obiektem komercyjnym. Na remont do tej pory z Urzędu Marszałkowskiego dostaliśmy 30 tys., a od ministra kultury 580 tys. złotych. Od czeskiej granicy są tylko trzy kilometry, rozmawiam z władzami Nachodu o współpracy i wspólnym projekcie. Inwestujemy głównie własne pieniądze, włożyliśmy już 3 mln złotych i to jest dopiero ułamek tego, co jest do zrobienia. Mam poczucie, że pojawiliśmy się o kilka lat za późno; niektóre budynki, np. kamienno-ceglana obora z XIX wieku, już się zawaliły. Dla spichlerza to była ostatnia chwila na uratowanie.
Dziennikarstwo?

Od marca jestem poza zawodem. Przez osiem lat byłem reporterem WSJ, to ja załatwiłem zakaz używania frazy „polskie obozy śmierci” w tej największej amerykańskiej gazecie. Przedtem pracowałem w innych zagranicznych mediach i teraz już czas na coś innego. Zwłaszcza że w obecnej sytuacji politycznej korespondentów zagranicznych w Polsce coraz częściej z każdej strony dotyka ostry hejt w sieci. Teraz liczą się tylko Sarny; frajda, jaką jest obserwowanie zmian, kolejne remonty. Przyjeżdżają do nas pierwsi turyści i w okolicy zaczęły znikać szopy, chwiejące się budy, które stały do niedawna. Ludzie inaczej spojrzeli na swoje otoczenie. Pamiętam słowa jednej z lokatorek, kiedy zaczynaliśmy: „Panie, po coś pan to kupił? Kto tu przyjedzie?”. A jednak każdego dnia mamy coraz więcej gości.

Rozmawiała Aneta Augustyn

Martin Sobczyk* – były dziennikarz, przez osiem lat był korespondentem „Wall Street Journal”; współwłaściciel Zamku Sarny w Ścinawce Górnej
Sarny zapraszają

Zamek Sarny w Ścinawce Górnej k. Wambierzyc można zwiedzać codziennie bezpłatnie. Na razie udostępnione są kaplica i budynek bramny z kawiarnią. W ramach Europejskich Dni Dziedzictwa 9-10 oraz 16-17 września w godz.11-20 będzie można także obejrzeć nową wystawę z historią obiektu, od średniowiecznej wieży rycerskiej, przez renesans i barok, po neogotyk. Pokazane zostaną poszczególne warstwy budowli oraz rekonstrukcja otoczenia w ostatniej przedwojennej fazie rozwoju rezydencji. 9 września gospodarze zapraszają również na koncert Arte dei Suonatori z programem śląskiego kompozytora Johanna Schoberta.


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 13 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Translated by phpBB3.PL